kard. Stefan Wyszyński

"NA KAŻDYM KROKU WALCZYĆ BĘDZIEMY
O TO, ABY POLSKA - POLSKĄ BYŁA!
ABY W POLSCE - PO POLSKU SIĘ MYŚLAŁO!"
kard. Stefan Wyszyński

niedziela, 1 marca 2015

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

      Dzisiaj obchodzimy jedno z najważniejszych, moim zdaniem, świąt Narodowych dla Polaków.
To już czwarty rok jak możemy wreszcie uczcić pamięć naszych Niezłomnych Wyklętych Żołnierzy.
Walczyli o naszą wolność, godność i o nasz honor. Niestety w starciu z olbrzymimi siłami wroga wspieranego przez narodowych zdrajców nie mieli szans. Zdawali sobie z tego sprawę, ale nie chcieli się poddać i do ostatku swoich sił do ostatniego tchu stali na straży dobrego imienia Wielkiej Polski!
Przybliżone sylwetki niektórych z nich możemy przeczytać w publikacji, która powstała właśnie na okazję tego święta :
Dla Niepodległej - Nowa Strategia

W całej Polsce odbyły się uroczystości upamiętniające naszych Żołnierzy Antykomunistycznego Powstania Zbrojnego.
M.in. biegi wilczym tropem, marsze, a w Krakowie w Parku Jordana odsłonięto pomniki 
majora Zygmunta Szendzielarza " Łupaszki" oraz podpułkownika. Łukasza Cieplińskiego "Pługa" - to właśnie data śmierci "Pługa" prezesa IV zarządu WiN i jego kompanów jest wybraną na datę dzisiejszego święta.
IPN natomiast z tej okazji ujawnił kolejne nazwiska ekshumowanych i zidentyfikowanych  Żołnierzy.

ZA IPN :
"Marian Kaczmarek (1904–1953)
ps. „Paweł”, maszynista kolejowy, kurier emigracyjnego ośrodka wywiadowczego w Barkhausen.
Urodził się 7 października 1904 r. w miejscowości Kornowo, pow. Leszno. Z wykształcenia był ślusarzem. Do 1939 r. pracował jako monter w Polskich Kolejach Państwowych w Poznaniu. W czasie okupacji w dalszym ciągu był pracownikiem kolei. W tym czasie pomógł w ucieczce dwóm sowieckim jeńcom, skierowanym do pracy przy parowozach. Po zakończeniu wojny uczestniczył w odbudowie polskiego kolejnictwa w Poznaniu. Obsługiwał pociągi osobowe jako pilot-maszynista na trasie Poznań – Frankfurt nad Odrą. Od wiosny 1949 r. do kwietnia 1952 r. był związany z ośrodkiem wywiadowczym Barkhausen, podlegającym polskim władzom emigracyjnym w Londynie. Jako kurier przewoził przez granicę pomiędzy Polską a NRD osoby kierowane do niego przez ekspozyturę ośrodka w Berlinie. Transportował i dostarczał pod wskazane adresy pocztę wywiadowczą. Jego kontaktem była Maria Ginter, będąca kolejnym ogniwem komunikacyjnym pomiędzy centralą ośrodka wywiadowczego w Barkhausen a Marianem Kaczmarkiem. Aresztowany przez UB 6 kwietnia 1952 r. w swoim poznańskim mieszkaniu. Proces został utajniony i odbywał się bez udziału obrońcy. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie pod przewodnictwem por. Jerzego Godlewskiego 7 listopada 1952 r. Marian Kaczmarek został skazany na karę śmierci. Rada Państwa decyzją z 30 marca 1953 r. nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok wykonano 7 kwietnia 1953 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie. 
Sąd Najwyższy – Izba Wojskowa postanowieniem z 9 listopada 1990 r. uznała za nieważny wyrok wydany w sprawie Mariana Kaczmarka przez WSR w Warszawie w listopadzie 1952 r.
Józef Kozłowski (1910–1949)
ps. „Las”, „Vis”, „J. Kawecki”, komendant Okręgu XVI NZW.
Urodził się 19 marca 1910 r. w Demeniu na Łotwie, syn Michała i Teodory z domu Jurkjan. W latach 1931-1932 służył w 5 pp leg w Wilnie uzyskując stopień podoficerski. Pracował jako gajowy w pow. Stara Wilejka. Od 1940 r. w szeregach organizacji konspiracyjnej na terenie okupowanej Wileńszczyzny, później w ZWZ-AK. Z końcem 1943 r. został zmobilizowany przez władze okupacyjne do białoruskiej formacji policyjnej, której zadaniem była ochrona miejscowej ludności przed sowiecką partyzantką (prawdopodobnie poszedł tam skierowany przez AK). Pododdział tej grupy kwaterujący w Starej Wilejce, składający się w znacznym stopniu z Polaków, nazywano potocznie „Legionem Polskim”. Jednostka ta, szybko ewakuowana przez Niemców na zachód, nie zdążyła dołączyć do partyzanckich brygad AK w czasie akcji „Burza” na Wileńszczyźnie. Uczyniła to dopiero na terenie powiatu Ostrołęka, gdzie zlikwidowała niemieckiego dowódcę i dołączyła do oddziału partyzanckiego 5 pułku ułanów AK, dowodzonego przez ppor. Kazimierza Stefanowicza ps. „As”. Józef Kozłowski na czele swych kresowych podkomendnych uczestniczył w walkach z Niemcami w ramach operacji „Burza” w okolicach miejscowości Jazgarka, Karaska i Charcibałda. Działalność niepodległościową kontynuował następnie w ramach Obwodu AK-AKO Ostrołęka, uczestnicząc w wielu akcjach z zakresu samoobrony przed komunistycznym aparatem represji.
Jesienią 1945 r. przeszedł wraz z podkomendnymi do „XVI” Okręgu NZW dowodzonego przez kpt. Zbigniewa Kuleszę „Młota”. Pełnił funkcję szefa Pogotowia Akcji Specjalnej na terenie powiatu ostrołęckiego, a następnie na ternie całego „XVI” Okręgu NZW „Mazowsze”. Dowodził wieloma akcjami bojowymi przeciwko siłom UB, KBW i MO. Po ujawnieniu się kpt. „Młota” został w dniu 20 maja 1946 r. wybrany przez kadrę dowódczą średniego szczebla na stanowisko komendanta „XVI” Okręgu NZW (zmienił kryptonim okręgu na „Orzeł”). Przyjął wówczas nowy pseudonim – „Vis”. Zreorganizował „XVI” Okręg NZW, powołując siedem Komend Powiatowych, których sztaby działały jako ruchome grupy partyzanckie. Uruchomił akcję informacyjno-propagandową, zwalczał przestępczość pospolitą. W wyniku donosu agenta UB pseud. „Zadrożny” został 25 czerwca 1948 r. otoczony wraz z swym sztabem w bunkrach nieopodal wsi Gleba (gm. Kadzidło). W akcji przeciwko kilkunastoosobowej grupie partyzantów brało udział ponad 50 plutonów 1 i 2 Brygady KBW, tj. ponad 1500 żołnierzy, 4 samoloty i artyleria. Po całodziennej walce i nieudanej próbie przebicia się, obrona partyzancka została przełamana (czterech poległo, dziewięciu – w tym 2 rannych – oraz dwie kobiety i dziecko wpadło w ręce komunistów). Ranny Józef Kozłowski został przewieziony do Warszawy, gdzie przeszedł ciężkie śledztwo. Został 29 kwietnia 1949 r. skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na sesji wyjazdowej w Ostrołęce pod przewodnictwem mjr. Mieczysława Widaja na karę śmierci. Bolesław Bierut nie skorzystała z prawa łaski. Józef Kozłowski został zamordowany 12 sierpnia 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie (wraz z nim zginęli jego najbliżsi współpracownicy: Czesław Kania „Nałęcz”, Bolesław Szyszko „Klon” i Piotr Macuk „Sęp”).
Stanisław Kutryb (1925–1949)
ps. „Ryś”, „Rekin”, żołnierz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. 
Ur. 7 maja 1925 r. w Oborczyskach, gm. Baranowo, pow. Przasnysz, syn Stanisława i Marii z Durzaków. We wrześniu 1946 r., po otrzymaniu karty powołania do „ludowego” WP zaczął się ukrywać, a w dwa miesiące później dołączył do oddziału partyzanckiego PAS „XI” Okręgu NZW dowodzonego przez Józefa Kozłowskiego „Lasa”. W styczniu 1947 r. przydzielony do patrolu Bolesława Szyszko „Klona”, operującego w powiatach Ostrołęka i Przasnysz. Okresowo pełnił służbę ochronną przy sztabie „XVI” Okręgu NZW. Po reorganizacji okręgu, mającej miejsce wiosną i latem 1947 r., skierowany do patrolu PAS Komendy Powiatu NZW krypt. „Orłowo”, dowodzonego przez Wacława Mówińskiego „Szczygła”. W lipcu 1948 r. Stanisław Kutryb przeszedł do patrolu KP „Płomień”. Ukrywał się wraz ze Stanisławem Bączkiem „Wiewiórką” w leśnym „bunkrze” na terenie gminy Baranowo. Obaj partyzanci, zadenuncjowani przez TW „Błyskawica”, zostali ujęci 3 października 1948 r. przez grupę operacyjną UB. Kutryba osadzono w areszcie PUBP w Przasnyszu, skąd 14 grudnia 1948 r. został przeniesiony do więzienia mokotowskiego w Warszawie. Po pokazowej rozprawie na sesji wyjazdowej w Przasnyszu 15 stycznia 1949 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem kpt. Stanisława Wotoczka skazał go na karę śmierci. Najwyższy Sąd Wojskowy utrzymał wyrok w mocy. Bolesław Bierut decyzją z dnia 13 maja 1949 r. nie skorzystał z prawa łaski. Stanisław Kutryb został zamordowany 19 maja 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Ujęty wraz z nim Stanisław Bączek „Wiewiórka” został także skazany na karę śmierci i zamordowany w więzieniu mokotowskim w maju 1949 r.
Edward Pytko (1929–1952)
podporucznik – pilot instruktor w Oficerskiej Szkole Lotniczej nr 5 w Radomiu
Urodził się 14 września 1929 r. w miejscowości Wiewiórka (powiat Dębica), gdzie ukończył Szkołę Powszechną. Kontynuował naukę w Gimnazjum Przemysłowo-Radiotechnicznym w Dierżoniowie. W 1949 r. jako ochotnik wstąpił do wojska. Został skierowany do Oficerskiej Szkoły Lotniczej, gdzie ukończył kurs pilotażu, a następnie w 1951 r. kurs pilotażu na samolotach myśliwskich. Od 26 sierpnia 1952 r. na stanowisku pilota instruktora w Oficerskiej Szkole Lotniczej nr 5 w stopniu chorążego, z dniem 30 kwietnia 1952 r. awansowany do stopnia podporucznika. W dniu 7 sierpnia 1952 r., w trakcie odbywania lotu treningowego na samolocie Jak-9, zdecydował się na ucieczkę na Zachód, przez Czechosłowację chcąc dotrzeć do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Austrii. Wylądował w strefie radzieckiej na lotnisku Wiener Neustadt – prawidłową nawigację uniemożliwiły mu gęste chmury. Został zatrzymany przez wojska radzieckie i przekazany władzom w Polsce. Decyzją Sądu Wojsk Lotniczych pod przewodnictwem mjr. Ludwika Felsa z dnia 18 sierpnia 1952 r. został skazany na karę śmierci. Najwyższy Sąd Wojskowy na posiedzeniu w dniu 21 sierpnia 1952 r. nie uwzględnił skargi rewizyjnej i utrzymał wyrok w mocy. Bolesław Bierut decyzją z dnia 28 sierpnia 1952 r. nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok wykonano 29 sierpnia 1952 r. o godzinie 19.00 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Danuta Siedzikówna (1928–1946)
ps. „Inka”, sanitariuszka V Wileńskiej Brygady AK.
Wstąpiła w struktury Armii Krajowej wraz z siostrą Wiesławą w grudniu 1943 r. Kilka miesięcy później ukończyła kurs sanitariuszki. Działała w siatce konspiracyjnej AK kierowanej przez leśniczego Stanisława Wołoncieja ps. „Konus” z Narewki. W październiku 1944 r. podjęła pracę jako kancelistka w nadleśnictwie w Narewce. W czerwcu 1945 r. wraz z pracownikami nadleśnictwa została aresztowana przez NKWD i UBP pod zarzutem współpracy z podziemiem niepodległościowym. Uwolniona z konwoju aresztantów przez oddział 5 Wileńskiej Brygady AK, do którego dołączyła. Została sanitariuszką w oddziale „Konusa”, potem w szwadronach: por. Jana Mazura ps. „Piast” i por. Marcina Plucińskiego ps. „Mścisław” w plutonie Zdzisława Badochy ps. „Żelazny”. Po rozformowaniu oddziału we wrześniu 1945 r. podjęła naukę w gimnazjum w Nierośnie (gm. Dąbrowa Białostocka). W marcu 1946 r. „Inka” dołączyła ponownie do oddziału, który operował na terenie Pomorza Gdańskiego. Dostała przydział sanitariuszki do szwadronu dowodzonego przez Zdzisława Badochę ps. „Żelazny”. Wykonywała również zadania łączniczki, a czasem także zwiadowcy. W trakcie wielu akcji przeprowadzonych przez szwadron udzielała pomocy medycznej kolegom z oddziału oraz jednemu z rannych milicjantów. Ostatnią misją „Inki” była podróż po zaopatrzenie medyczne do Malborka, Gdańska i Olsztyna, zlecona przez Olgierda Christę ps. „Leszek”. Aresztowana w lokalu konspiracyjnym w nocy z 19 na 20 lipca 1946 r. w Gdańsku-Wrzeszczu. Brutalne śledztwo, opierające się na poniżaniu i torturach, miało na celu wydobycie z niej informacji na temat działalności oddziału mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka”. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku z dnia 3 sierpnia 1946 r. została skazana na dwukrotną karę śmierci. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Czekając na wykonanie wyroku, z więzienia karno-śledczego przy ul. Kurkowej w Gdańsku przekazała krewnym gryps: „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Wyrok na niespełna osiemnastoletniej „Ince” wykonano 28 sierpnia 1946 roku. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnie słowa „Inki” to: „Niech żyje Polska! Niech żyje »Łupaszko«!”.
Wydział IV Karny Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku postanowieniem z 10 czerwca 1991 r. uznał za nieważny wyrok wydany w sprawie „Inki” przez WSR w Gdańsku w sierpniu 1946 r. "
Fakt, że z roku na rok Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych cieszy się coraz to szerszym odbiorem napawa optymizmem. Jednak dobrze wiemy, że pewne wysoko postawione kręgi robią wszystko by ten dzień nie stał się kolejnym kulminacyjnym po Święcie 11 listopada. By nasz świadomość Narodowa nie rosła w siłę. To zapleśniałe towrzystwo boi się naszych Bohaterów jak ognia nawet gdy pozbyli sie ich fizycznie, to nasza pamięć o  nich i wzorzec postępowania dla Nas jaki za sobą niosą, jest wielkim zagrożeniem dla bytu tego ustroju, który został wykombinowany już wtedy gdy Wyklętych mordowano.
Niestety wielu ludzi nie potrafi przemyśleć tak prozaicznych faktów jak choćby wieszanie flagi na budynkach czy pojazdach komunikacji miejskich w dzień 1 maja a nie robienie tego dzisiejszego dnia.
Oznacza to, że przed nami jeszcze wiele pracy, wiele trudu ale Nasza Wielka Polska odradzała się już nie raz i może tego dokonać kolejny. Tego życzę sobie, swoim bliskim i Wam moi rodacy! - Ci z prawdziwego zdarzenia nie Ci o podszywanych nazwiskach i życiorysach!
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!!!


niedziela, 15 lutego 2015

Pogrzeb NIEZŁOMNYCH dzień po 73 rocznicy powstania Armii Krajowej

           Wczoraj minęła 73 rocznica powstania Armii Krajowej.
Armia Krajowa powstała 14 lutego 1942 r. z przekształcenia Związku Walki Zbrojnej na rozkaz
gen. Władysława Sikorskiego. Pierwszym jej dowódcą został gen. Stefan Grot - Rowecki.
Jej priorytetem miało być powstanie wspierane przez siły aliantów, lecz przede wszystkim jej działania opierały się na sabotażu i dywersji.
Była ona najlepiej zorganizowanym, najliczniejszym i najsilniejszym ruchem oporu podczas 
II wojny św. w Europie.
            Dzisiaj w Orłowie (gm. Wydminy, pow. giżycki) odbył się pierwszy w Polsce uroczysty pogrzeb dziewięciu ekshumowanych wyklętych, niezłomnych żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.
Zginęli oni w bitwie pod Gajrowskimi, która była największą bitwą podziemia niepodległościowego w tamtych rejonach.Około 130 żołnierzy NZW zostało napadniętych podczas postoju przez 1,5 tysięczny oddział NKWD, KBW, UB i LWP. Jak podają źródła historyczne, w bitwie zginęło od 16 do 22 partyzantów. W tych latach partyzanci nie mieli możliwości pochować zabitych kolegów ani zabrać ze sobą ich ciał
Ciała dziewięciu poległych pochowała kilka dni po bitwie wraz ze swym bratem Stefania Gazda.
Dopiero w 1994 roku byli żołnierze podziemia z Białegostoku w miejscu mogiły poległych w bitwie postawili pomnik.
Kilku żołnierzy z oddziału żyje do dziś ( jeden z nich był na pogrzebie – żegnał swoich kolegów dotykając trumien)
Z ekshumowanych szczątków udało się zidentyfikować tylko por.Jana Boguszewskiego ps. "Bitny"
Uroczystości rozpoczął wykładem wprowadzającym Leszek Żebrowski, następnie została odprawiona uroczysta Msza św. pod przewodnictwem ordynariusza diecezji ełckiej bp Jerzego Mazura.Po czym odbyła się ceremonia na cmentarzu gdzie przemawiali min. Witold Stypułkowski prezes Narodowych Sił Zbrojnych oraz Maciej Prażmo prezes Zarządu Okręgu Warmińsko-Mazurskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, wicemarszałek województwa warmińsko - mazurskiego. a także syn dowódcy 3. Brygady Wileńskiej kpt. Romualda Rajsa - również Romuald Rajs ( jego ojca skazano 1 października 1949 na karę śmierci  w pokazowym procesie). 
Trumny zostały złożone do grobu z honorami wojskowymi.
W uroczystości  nie zabrakło także Andrzeja Pileckiego syna płk. Witolda Pileckiego
Niestety nie pofatygował się prezydent Polski ani Premier ani Minister Obrony Narodowej ani nawet sekretarka z kancelarii jednego czy drugiego. Słowem nie było nikogo kto miałby podnieść rangę uroczystości do państwowej.
Najwyraźniej nasi wielce nam panujący mają takie względy tylko dla oprawców Polski i Polskich Żołnierzy.
Gołym okiem widać, że oni wszyscy trzęsą portkami na samą myśl o tym, że chwała i autorytet naszych Niezłomnych mógłby rozlać się wielką falą na całą Polskę i obudzić Polaków z letargu, że mogłoby się znaleźć wielu chętnych do naśladowania takich wspaniałych bohaterów.
Drżyjcie więc wy wszyscy, którzy pozwalaliście i nadal pozwalacie na rozgrabianie Naszej Ojczyzny, którzy niszczycie naszą tradycję i kulturę, Drżyjcie bo Polska była jest i będzie jak Feniks i zawsze odrodzi się z popiołów. A jeśli tego nie wiecie to najwyraźniej nie potraficie czerpać mądrości z potężnej nauki jaką jest Historia.

CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!!!!!!!!!!!!!!




Wczoraj minęła 64 rocznica zamordowania mjr. "Łupaszki" (8.02. z salon24)

    Dokładnie wczoraj 8.02 o 20.15 minęła 64 rocznica morderstwa strzałem w tył głowy    mjr.Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" jednego ze wspaniałych niezłomnych lecz wyklętych żołnierzy II RP.

Dla tych co nic nie wiedzą:
mjr. Szendzielarz we wrześniu 1939 roku walczył w szeregach 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Następnie działał w konspiracji  oraz w oddziałach leśnych. Stanął na czele tzw. "Brygady Śmierci" czyli partyzanckiej 5 Brygady Wileńskiej  – Oddział walczył z niemiecką policją, litewskimi kolaborantami i partyzantką sowiecką . 
W ciągu roku brygada stoczyła kilkadziesiąt potyczek i akcji zbrojnych. Ale najsłynniejszym zwycięstwem było rozgromienie  kompanii Wermachtu we wsi Worziany w 1944 roku .
Gdy Brygadę otoczyły wojska radzieckie, została ona rozwiązana przez "Łupaszkę". Wraz z ochotnikami przedostał się na Białostocczyznę i na nowo stworzył oddział.
Miał niezwykły talent przywódczy i organizacyjny bo już po kilku miesiącach dowodził prawie 300 podkomendnymi, którzy walczyli z  komunistycznym reżimem i chronili cywilów przed bandytami. 
Odnosili sukcesy dzięki znakomitej taktyce majora Zygmunta Szendzielarza. 
We wrześniu 1945 roku brygada została zdemobilizowana przez Komendę AK.                    
Wtedy to "Łupaszka" przeniósł swe działania na Pomorze Gdańskie.
 W 1947 r. zakończył walkę i żył w ukryciu na Podhalu . 
Niestety już po roku komuniści odnaleźli go  i aresztowali.
Po wielomiesięcznym śledztwie podczas, którego brutalnie go torturowano został skazany na 
18-krotną karę śmierci.
Wyrok został wykonany w więzieniu na Mokotowie strzałem w tył głowy tzw. metodą katyńską, 
a jego wykonawcą był kat Aleksander Drej (nigdy nie poniósł za to żadnych konsekwencji i zmarł w latach '90 do końca życia pobierając wysoką resortową emeryturę.)                                                     Jego zwłoki zostały zakopane w bezimiennym grobie. Na szczęście udało się odnaleźć jego szczątki w 2013 roku podczas prac ekshumacyjnych na "Łączce".
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROWI!
Polecam pobierać, przeczytać i udostępniać!!!! :  http://www.nowastrategia.org.pl/ksiazka-o-zolnierzach-wykletych-za-darmo/

Ostatni gasi światło ( z salon24)

Pomimo sprzeciwów z każdej możliwej strony rząd chce sprywatyzować kolejne siły napędowe naszej gospodarki tym razem padło na Kopalnie i  Polską Żeglugę Bałtycką.
Po pozbyciu się już większej ilości strategicznych spółek do sprzedania zostało już nie wiele. Dzisiejszy rząd postanowił do końca  swej marnej kadencji wycisnąć z umęczonej już Polski ile się jeszcze da i zabiera się za Żeglugę, Lasy, których nie udało się zdobyć w nocnym głosowaniu ale i tak są kwestią najbliższego czasu, Elektrownie - związkowcy z Turka walczą o elektrownie Adamów( http://www.radiomaryja.pl/informacje/zwiazkowcy-z-turka-walcza-o-elektrownie-adamow/)Kopalnie, te ostatnie z pewnością są twardym orzechem do zgryzienia ze względu na Związki Zawodowe. W poniedziałek ma odbyć się strajk generalny w JSW ( http://www.radiomaryja.pl/informacje/w-poniedzialek-strajk-gornikow-ze-wszystkich-spolek/ ) ale i z takim problemem jaśnie panujący są w stanie sobie poradzić.
Każdy możliwy sektor gospodarczy zostaje wzięty w obroty.
Przegłosowano wprowadzenie upraw Genetycznie Modyfikowanych, które nie dość, że zrujnują nam zdrowie to dokładnie to samo zrobią z rodzimym rolnictwem.
Wybory samorządowe, których  przebieg  były za pewne próbą przed nadchodzącymi wyborami centralnymi i prezydenckimi dały władzy sygnał, że może robić co chce. 
Zastanawiające jest ile jeszcze Polacy są wstanie udawać, że pada deszcz gdy plują.
Co musi się wydarzyć żeby naród wyszedł na ulicę? 
Czy na prawdę zniewolenie umysłów ogółu Polaków dobiegło do końca? Czy z ducha walki, który przez wszystkie lata i tej niewoli 123 letniej i tej, która trwała od 1939 roku do czasu rzekomego odzyskania nieodległości po okrągłym stole nie zostało już nic?! 
Nie udało się nas wykończyć na polu bitwy więc wykańcza się nas ekonomicznie, paraliżując przy tym nasze umysły. Dziś już niewielu udało się przed tą, jak ją ładnie nazwał Pan Wojciech Sumliński w swojej książce, lobotomią uciec.
Czy dojdzie do tego, że ostatni trzeźwo myślący będzie musiał zgasić światło nadziei na wolną Polskę?.

Czaszka "Lalka" odnaleziona! (z salon24)

"Nr S.102/14/Zk 
W Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie prowadzone jest śledztwo (sygn. 102/14/Zk) w sprawie zbrodni komunistycznej, dokonanej przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego w okresie od 23 października 1963 r. do dnia 2 stycznia 1967 r. w Lublinie, polegającej na przekroczeniu uprawnień poprzez niewydanie osobom uprawnionym zwłok Józefa Franczaka oraz przekazaniu bez zgody krewnych czaszki Józefa Franczaka, do celów naukowych, publicznej uczelni medycznej.
W toku prowadzonego postępowania w dniu 11 grudnia 2014 r. zabezpieczono wymacerowaną czaszkę ludzką mogącą być czaszką Józefa Franczaka oraz uzyskano dalszy materiał dowodowy pozwalających na przeprowadzenie specjalistycznych badań antropologicznych.
W dniu 15 grudnia 2014 r. prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zlecił Pracowni Antropologii i Odontologii Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu wykonanie badań porównawczych i opracowanie opinii sądowo-lekarskiej.
Na podstawie analizy antropologicznej i odontologicznej wyznaczeni biegli stwierdzili pełną zgodność indywidualnych cech budowy badanej czaszki z twarzą Józefa Franczaka.
W konkluzji biegli sformułowali jednoznacznie i kategorycznie brzmiący wniosek, że poddana procesowi identyfikacji czaszka ludzka jest czaszką Józefa Franczaka, zamordowanego 21 października 1963 roku.
Postanowieniem z dnia 14 stycznia 2015 r. odnalezioną czaszkę Józefa Franczaka zwrócono synowi pokrzywdzonego, Markowi Franczakowi – celem dokonania jej pochówku, zgodnie ze zgłaszanym wcześniej żądaniem.
Lublin, dnia 28 stycznia 2015 r.
Naczelnik Oddziałowej Komisji
Ścigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu w Lublinie
prokurator Jacek Nowakowski"

Dla niezorientowanych sierż. Józef Franczak pseudonim „Lalek” był ostatnim żołnierzem antykomunistycznego podziemia niepodległościowego.
Zginął w obławie SB 21 października 1963 roku. Po przeprowadzeniu sekcji, zwłoki
„ Lalka” zostały złożone w bezimiennej mogile na cmentarzu komunalnym w Lublinie.
W 1983 roku rodzina dostała pozwolenie na przeniesienie zwłok ale wtedy okazało się, że ciało pozbawione jest głowy!
W mojej ocenie miało to służyć ostatecznej zemście i upodleniu sierż. Franczaka.
Teraz nasz Niezłomny bohater może spoczywać w pokoju wbrew chęciom i największym staraniom bestii z UB i SB.
To wspaniała wiadomość, długo oczekiwana przez wielu!

wtorek, 27 stycznia 2015

70 rocznica wyzwolenia Auschwitz

     Dzisiaj mija 70 rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz.
Nie będę się tu spierać, kto otworzył bramy tego piekła i uwolnił z niego będących tam więźniów, bo wiadomo, że ten co miał wtedy siłę i możność to zrobić.
Będę natomiast sprzeczać się z każdym kto podaje informacje jakoby były to "polskie obozy" oraz że obóz ten powstał by więzić w nim Żydów, bo to szeroko idące zaciemnienie historii naszego zniewolonego narodu.
Zacznę może od tego, że robienie z Armii Czerwonej wybawicieli świata od Hitlera jest za dużym nadużyciem. Sami z Hitlerem tę wojnę ustalali i sami byli najeźdźcą, a że "przyjaciel" w zbrodni Adolf okazał się ukrytym radzieckim wrogiem, Stalin zmienił kurs i z najeźdźcy postanowił - w porozumieniu z USA i Wielka Brytanią, ze swojego kraju zrobić wybawiciela i tym samym całą nienawiść i oskarżenia zrzucić na swojego nowego wroga- Niemcy.
Stąd też misterny plan "wrobienia" Hitlera w mord Katyński  (przy okazji pozbywając się wielkiej liczby inteligencji polskiej, która przeszkadzałaby w realizacji tworzenia z Polski radzieckiej republiki.)i innych bestialstw (...)
Obóz w Auschwitz powstał dla Polaków - katolików, Birkenau było miejscem przygotowanym do więzienia Żydów!

Abstrahując od powyższego przy okazji tejże rocznicy zapomniano już a raczej władza nie chce by pamiętać o, wielkim bohaterze uwięzionym w Auschwitz - o rotmistrzu a dzisiaj pułkowniku Witoldzie Pileckim!

Sam wpadł na pomysł by dać się złapać i zamknąć w najgorszym piekle, gdy w szybkim tempie przybywało tam skazańców,wielu z Tajnej Armii Polskiej, by na własne oczy przekonać się dlaczego obóz cieszy się tak złą sławą i pisać raporty, które miały ukazać światu co na prawdę działo się w obozie. Dowództwo przyjęło jego plan i wtedy rotmistrz Witold Pilecki pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński  przewieziony z łapanki na Żoliborzu w której celowo się znalazł, został więźniem numer 4859. Stworzył w Auschwitz szeroko działający ruch oporu, a jego raporty docierały możliwie regularnie.
http://www.muzeum-ak.pl/slownik/UserFiles/File/raport-rotmistrza-pileckiego.pdf
Po prawie trzech latach gdy padła groźba dekonspiracji postanowił uciec wraz z dwójką innych więźniów, by potem brać udział w Powstaniu Warszawskim i nadal walczyć o wyzwolenie swojej kochanej Ojczyzny, potem w organizacji NIE. Tworzył też siatkę wywiadowczą w powojennym kraju, stał się niewygodny i niebezpieczny dla ówczesnych władz, dlatego dostał rozkaz od gen. Andersa by wyjechał z kraju. Odmówił wykonania rozkazu pomimo, że groziło mu aresztowanie, nie skorzystał z amnestii. Został aresztowany w 1947 roku, torturowaniem zmuszany do podpisywania zeznań.
Jakie piekło zgotowali mu Ci sami "wybawiciele obozu" o których dzisiaj się tak szumnie rozpisują gazety,skoro mówił do swojej żony, że Oświęcim to przy "przesłuchaniach" przez UB to była igraszka?!- tego możemy się już tylko domyślać.
Jego współtowarzysz niedoli Oświęcimskiej niejaki Cyrankiewicz, który w tym czasie był premierem, zamiast kazać go wypuścić, nakazał traktować go jak bandytę i osądzić.
Rotmistrz Witold Pilecki został skazany na karę śmierci za zdradę narodu ( wyrok wycofano w 1990 roku). Strzałem w tył głowy został zamordowany 25 maja 1948 roku. Ciało jego zakopano pewnie w jakimś ośmieszającym go nawet po śmierci miejscu i do dziś dnia nie odnaleziono jego szczątków by móc pochować go z honorami godnymi takiej wielkiej wagi Bohatera Narodowego.
Dziś wielu zastanawia się dlaczego jego najbliższa rodzina nie dostała zaproszenia na obchody rocznicy wyzwolenia obozu, nie ma dla nich podobno miejsca.
Domyślam się dlaczego. Dzieje się tak ponieważ po dziś dzień chwała i blask rotmistrza są nieporządne przez władzę szeroko pojętą, boją się go jak wtedy.
Już zauważyli, że wyrok, zabójstwo i zakopanie go w nieznanym miejscu nie unicestwiło pamięci o nim! I chociaż będą dyskredytować jego samego i jego rodzinę, będą zapraszać jako najważniejszego Bartoszewskiego -tego który był razem z Rotmistrzem w transporcie do obozu, który w tym obozie razem z Witoldem przebywał, ale który z powodu złego stanu zdrowia został z tego obozu wypuszczony  do końca nie wiadomo w jakich okolicznościach, podczas, gdy inni chorzy, gdy w swej chorobie się poddali, opuszczali obóz kominem (sam Witold chorował ciężko trzykrotnie),a jego katów nazywać wyzwolicielami, płk.Witold Pilecki nadal będzie autorytetem moralnym i wielkim Bohaterem dla wielu Polaków!

CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROWI!